Thomaschewski & Schwarz handel towarami kolonialnymi

Thomaschewski & Schwarz-towary kolonialne.

Zamieszczony na forum artykuł ma  przybliżyć  czytelnikom fragmenty z  życia jednej  z  rodzin mieszczańskich, mieszkających w  dawnym  Grudziądzu. Opisuje też działalność firmy handlowej Thomaschewski & Schulz , której jednym z właścicieli  był kupiec Richard Thomaschewski, głowa w/w rodziny.  W siedzibie firmy  zajmowano  się handlem towarami kolonialnymi oraz wyrobami delikatesowymi i alkoholowymi. Zajmowała ona budynki przy skrzyżowaniu ulic Górnotoruńskiej i Sienkiewicza pod numerem 23/24.  (w czasach pruskich Oberthorner Strasse i Boergenstrasse ).

Adres firmy w księdze adresowej Grudziądza z roku 1907

Adres firmy w księdze adresowej Grudziądza z roku 1907

Budynek firmy i jednocześnie hurtownia  oraz budynek zajmowany przez rodzinę  Thomaschewskich  były zwrócony frontem w stronę ul. Górnotoruńskiej.  Na wysokiej ścianie szczytowej widocznej na starych kartach pocztowych, można zauważyć wymalowany wielkimi literami napis firmy.

Budynek mieszkalny z balkonem (nr23) oraz firmowy (nr 24) widziany od strony Zbożowego Rynku

Budynek mieszkalny z balkonem (nr23) oraz firmowy (nr 24) widziany od strony Zbożowego Rynku

Inny z budynków, jedno piętrowy, położony wzdłuż ulicy Sienkiewicza , był przeznaczony dla odwiedzających firmę gości interesantów. Całość uzupełniało łagodnie opadające podwórze , którego wielkość wyznaczały wewnętrzne linie budynków oraz płynąca w głębi Trynką.  Podwórko to było rajem zabaw dla dzieci właścicieli oraz dzieci z sąsiedztwa . Ozdobą podwórka było rosnące pośrodku drzewo orzechowe w cieniu którego  bawiono się i goniono biegające tam kury. W podwórzu znajdowała się wozownia oraz stajnia . Ulubieńcem wszystkich dzieci był koń siwek zwany Hansem ,który po zaprzężeniu do otwartego powozu woził  rodzinę  Thomaschewskich do lasu rudnickiego, gdzie rozkoszowano się ciszą i zapachem lasu. Siedziba firmy wraz z innymi obiektami  uległy całkowitemu zniszczeniu w wyniku działań wojennych. Przybywający na targ chłopi nadwiślańscy (w żargonie grudziądzkim jeszcze do niedawna mawiano na chłopa zza Wisły bamber),  często udawali się na chwilę odpoczynku do Thomaschewskich. Na podwórze wjeżdżano pochyłą rampą przylegającą do mostu a następnie przejazdem pod mostem. Po

 

Widok budynków od strony mostu przez Trynkę ul. Sienkiewicza dawniej Börgenstrasse) 1. Główny budynek firmy z sklepem, pomieszczeniami magazynowymi (na wysokiej ścianie szczytowej umieszczona była nazwa firmy). 2. Budynek z pomieszczeniem dla gości, "probiernią", oraz kantorem szefa. 3.Rampa zjazdowa z ulicy , która prowadziła do przejazdu na podwórze. 4. Przejazd pod mostem 5. Budynek mieszkalny z balkonem.

Widok budynków od strony mostu przez Trynkę ul. Sienkiewicza dawniej Börgenstrasse)
1. Główny budynek firmy z sklepem, pomieszczeniami magazynowymi (na wysokiej ścianie szczytowej umieszczona była nazwa firmy).
2. Budynek z pomieszczeniem dla gości, „probiernią”, oraz kantorem szefa.
3.Rampa zjazdowa z ulicy , która prowadziła do przejazdu na podwórze.
4. Przejazd pod mostem
5. Budynek mieszkalny z balkonem.

zajęciu miejsca na podwórzu konie po wyprzężeniu karmiono i pojono a chłopi wchodzili od strony podwórza do niskiego budynku ,w którym znajdowała się sala dla gości. Tam można było zaspokoić swoje pragnienie a także coś zjeść. Dzielono się opiniami i wrażeniami związanymi z przebiegiem dnia targowego. Obok sali dla gości znajdowało się tam jeszcze jedno pomieszczenie zwane probiernią. Spotykali się w nim ludzie, którzy mieli szczególne znaczenie w grudziądzkim środowisku mieszczańskim. Zaliczali się do nich nauczyciele, lekarze czy też ówcześni ludzie interesu. Pomieszczenie te było oddzielone szklaną ścianą od biura firmy, gdzie za kontuarem pochylony nad księgami finansowymi ,stał szef firmy, pan Thomaschewski. Czasami opuszczał swoje biuro i wchodził do wypełnionego dymem cygar i fajek pomieszczenia ,gdzie opowiadał dowcip lub zabierał udział w dyskusji.

Z tego miejsca można było bezpośrednio przejść do pomieszczenia sklepowego. Wypełnione ono było niezliczoną ilością drewnianych przesuwnych skrzynek mieszczących oferowane towary. Widać było długą ladę ,która posiadała na obydwu końcach przejścia, zamykane dwoma uchylnymi do góry klapami. Przejścia te ulubiły sobie dzieci i z wigorem, pełzały dołem pod klapami zamykającymi ladę.
Jeszcze jedna atrakcja kryła się w kącie sklepowym. Był to gwizdek zatykający końcówkę wystającej ze ściany rury. Rura ta prowadziła na pierwsze piętro do korytarzyka przed znajdująca się tam kuchnią. Również tam w końcówkę wetknięty był gwizdek. Jeżeli chciano zamówić posiłek dla gości lub jakiś towar dla kupujących wyciągano gwizdek i dmuchano w rurę co powodowało głośny gwizd na piętrze. Na piętrze przykładano ucho do rury, zaś w sklepie na parterze wykrzykiwano do rury zamówienie. Był to chyba dziewiętnastowieczny protoplasta współczesnego telefonu .

Po wyjściu na zewnątrz sklepu, idąc chodnikiem w kierunku Wisły można było zauważyć piękne drzwi dębowe z umocowaną do nich masywną mosiężną kołatką. Było to wejście do domu ,w którym mieszkała rodzina Thomaschewskich. Dom ten zbudowany w okresie empire ,był podobnież miejscem , w którym kwaterowała pruska królowa Luiza, uciekając wraz z królem  w 1806 roku przed Napoleonem. Ponad drzwiami wejściowymi znajdował się piękny balkon, ozdobiony kunsztownie uformowanymi kratkami i figurami w stylu empire. Piękno balkonu było dodatkowo wyeksponowane poprzez liczne skrzynki i donice z ozdobnymi kwiatami, które były oczkiem w głowie pana domu. Wchodząc do wnętrza domu ,wzrok wchodzących zatrzymywał się na pięknie wyrzeźbionej w drewnie postaci egzotycznego Nubijczyka. Rzeźba ta była ostatnim słupem podporowym poręczy schodowych. To na wojowniku z Nubii hamowały dzieci, które zjeżdżały po po­ręczy w kierunku wyjścia. Stojący wojownik miała na głowie czepiec ozdobiony egzotycznymi piórami a w ręku ściskał pionowo ustawioną włócznię.W tych czasach postać ta była symbolem handlu kolonialnego.

Figura Nubijczyka na klatce schodowej domu.

Figura Nubijczyka na klatce schodowej domu.

Egzotyczną atmosferę wejścia do domu uzupełniało , stojące przy oknie drzewo figowe, które było pokryte małymi zielonymi owocami. Ciemne  , dębowe schody biegnące łukiem klatki schodowej , prowadziły do pomieszczeń mieszkalnych rodziny. Na parterze w dużym pokoju przejściowy spożywano obiady. Przy wielkim stole zasiadali do wspólnego obiadu rodzina Thomaschewskich oraz zatrudnieni u nich pracownicy i służący. Ważnym było zachowanie właściwego porządku przy stole. Prawdziwym rajem dla dzieci, były pomieszczenia magazynowe i spichrz, znajdujące się w górnej części budynku. W jednym z tych pomieszczeń stał wielki piec z żółtymi nakrapianymi kaflami. Piec posiadał duchówkę, którą zamykano lśniącymi mosiężnymi drzwiczkami. Zimą podpiekano tam jabłka , będące wielkim przysmakiem dzieci. Na drewnianych drzwiach wejściowych do spichrza był namalowany Indianin wielkości człowieka , do którego strzelano z łuku. Raz w miesiącu pozwalano dzieciom wyszaleć się w pomieszczeniach spichrzowych. Po zabawie wszyscy byli ważeni a ci, których ciężar spełniała oczekiwanie rodziców byli nagradzani. Mogli oni w sklepie wziąć z wielkich skrzyń drewnianych tyle cukierków ile zdołali pomieścić w obydwu dłoniach.
Wydaje mi się, iż powyższy artykuł  przybliżył  i ukazał nam  atmosferę przeszłych  czasów i w obrazowo sposób pozwolił nam podejrzeć epizody z życia codziennego jednej z rodzin grudziądzkich.
Roman Wróblewski

Szkic ten powstał w oparciu o tekst opublikowany w roku 1963 w niemieckim czasopiśmie o nazwie  der Westpreusse.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Będziemy wdzięczni za Twój link do tego artykułu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress
Może zainteresuje Cię także :close